Samiec Alfa w stanie zagrożenia

Obrazek użytkownika katboc
15.01.2013

W tradycyjnym ujęciu samiec Alfa rządzi w stadzie, opiekuje się rodziną, jest liderem. No tak, a co dzieje się w sytuacjach kryzysowych w prawdziwym życiu, a nie ujęciach psychologicznych, które czasami wymykają się codzienności?

Mężczyzna "W zderzeniu z taką postawą samca, samica co tu dużo mówić zaczyna się spinać" | fot. JD Hancock/flickr (CC BY 2.0)

            Samiec Alfa jak przystało na przewodnika rodziny, nieustraszonego i nieskupiającego się na drobiazgach wypiera problem. Przykład? Bardzo proszę. W stadzie zaczyna chorować potomstwo. Co robi samica? Obiega, stosuje wszystkie znane mikstury, odczynia czary, sięga po środki nowoczesnej medycyny. A on? Na początku ruga partnerkę: „przecież nic mu nie jest”, „to tylko katar”, „inne dzieci są bardzie chore i nikt się nie przejmuje, a ty…” lub uderza w nutę „organizm musi sam pokonać chorobę”, albo wali poniżej pasa „bo jakbyś nie chuchała i nie dmuchała to by posmarkali i już.”

            W zderzeniu z taką postawą samca, samica co tu dużo mówić zaczyna się spinać. Nie lekceważy symptomów choroby, i zaczyna ograniczać wpływ głowy rodziny na mające nastąpić decyzje. Targa w pocie czoła do zapchanej do granic możliwości przychodni pociechy, znosi standardowe diagnozy lekarzy, które oznaczają wycięcie z życiorysu i jej i rodziny najbliższego tygodnia, może dwóch. Bo wszystko zostanie podporządkowane chorobie, której podobno zdaniem Alfy nie ma. Pierze rzeczy zabrudzone wymiocinami, bo skarb najdroższy po wyjściu od lekarza zwymiotował w taksówce. Traci rozum jak gorączka nie daje się zbić i w końcu walczy z codziennymi obowiązkami i odkłada wszystkie zawodowe zobowiązania do czasu tzw. normalizacji.

            W tym czasie samiec Alfa uświadamia sobie, że problem jednak jest. I co? Czuje się skrzywdzony i odsunięty na drugi plan. Cierpi w samotności na kanapie, czytając gazetę, o jakże trudno jest mu skupić się podczas oglądania programu sportowego, i musi zadowolić się namiastką obiadu. A kolację zjada w samotności i znieczula się piwem.

            Na szczęście po kilku dniach sytuacja się normalizuje i samiec nie zagrożony wraca na swoją pozycję. Odzyskuje równowagę psychiczną i niepodzielnie nadal rządzi pilotem. A kiedy nie daj Bóg sam będzie musiał zmierzyć się ze słabością swego ciała oznaczoną stosownym chorobowym numerem statystycznym, nie odmówi opieki i wszelkich przywilejów z tego tytułu płynących.