Słowo o minionej atmosferze

9.01.2015

Święta, święta i po świętach. Czy Boże Narodzenie 2014 różniło się od poprzednich, czy może jak co roku była to powtórka z rozrywki? Czy atmosfera minionych świąt była znów taka sama? A może coś w niej brzmiało, pachniało, smakowało inaczej? Co na nią się złożyło? Czy tylko zapach obieranych mandarynek, piekącego się piernika i dźwięki „Last Christmas” płynące z radia?

pierniczki, święta, Boże Narodzenie

Dla każdego coś innego buduje atmosferę Świąt Bożego Narodzenia. Dla mnie atmosfera świąt to wypadkowa mnóstwa różnych czynników i składników, które bywają bardzo zmienne w zależności od wieku, sytuacji rodzinnej i etapu życiowego. Święta buduje przede wszystkim zapach mandarynek i przypraw korzennych. Choć ze względu na rok urodzenia nie powinnam specjalnie pamiętać czasów długich kolejek w sklepach i braku praktycznie wszystkiego, to jednak zapach mandarynek i pomarańczy, zaprawiany zapachem korzennych ciasteczek i wszelkiej maści pierniczków, kojarzy mi się nieodłącznie ze świętami. Jakby ktoś zamknął święta w aromatycznej pomarańczowej kuli pod pomarszczoną skórką. Ale to nie tylko zapachy budują dla mnie święta. To dotyk gałązek świerkowych rozkładanych po domu i sztucznej girlandy rozwieszanej nad schodami. To widok kartonów z bombkami gromadzonymi przez lata i papierowymi ozdobami własnoręcznie robionymi. To dźwięk świątecznych hitów, do których można pląsać po domu z miską wyrabianego na pierniki ciasta i dźwięk tradycyjnych polskich kolęd, które można nucić w zamyśleniu nad mieleniem maku. To również ta radość wzbierająca od czasu do czasu („Jej! Święta idą!”), a to trakcie porannej wyprawy na Roraty, a to przy pakowaniu prezentów, a to przy... mozolnym odkurzaniu.

Bo na atmosferę świąt składają się dla mnie nie tylko te miłe, cieszące oczy, uszy i kubki smakowe czynniki, ale i drobne ryski, i drzazgi w tym sielankowym pejzażu. Przygotowania świąteczne to okres niepowtarzalnego o innej porze roku napięcia panującego nawet w najbardziej zgodnych rodzinach. Wychodzą różnice w poglądach i podejściach do tematów świątecznych, brakuje nam czasu i ciągle jest jeszcze coś do zrobienia. I do ponarzekania. A to ktoś nam się wepchnął w kolejkę do kasy na ostatnich przed wigilijnych zakupach. A to lampki za żadne skarby świata nie chcą się rozplątać, choć przecież ktoś komuś wyraźnie w zeszłym roku polecił by nawinąć je równo na kawałek kartonu. A to choinka dla jednego wciąż stoi krzywo, choć drugi poprawiał ją już setkę razy. A to ktoś wdepnął w białą kulkę jemioły, którą ktoś inny obiecał przed chwilą sprzątnąć. A to po włożeniu sernika do piekarnika odnalazło się miseczkę z żółtkami stojącą wciąż na blacie. A to, choć w tej chwili wszyscy sprzątają, jeden z domowników miast cierpieć wraz z resztą poszedł pakować prezenty. To różne momenty spięć, piętrzące się w miarę zbliżania Wigilii. Ale to momenty, o których zapomina się natychmiast w obliczu wigilijnego stołu, przemawiającej Mamy i całej rodziny razem zgromadzonej.  Nikt nie pamięta, że choinka stoi ciut krzywo, że na dwóch pólkach pozostał kurz i wszystkim smakuje bez-zółtkowy sernik wspólnie zajadany. I tak sobie myślę, że właśnie po to te napięcia i drobne niesnaski są, by sobie je wybaczyć przy dźwiękach łamanego opłatka. I że bez tych chwil wyczerpującej się cierpliwości nie byłoby Świąt, nie byłoby rodzinnie, nie byłoby zabawnych opowieści na przyszły rok. Byłoby zwyczajnie nudno.

A co u Was w tym roku budowało atmosferę Świąt Bożego Narodzenia?