"Spryciarz z Londynu" - Terry Pratchett

Recenzja książki

Obrazek użytkownika Brama
23.04.2013

Dodger jest ciekawą postacią, doskonale znaną w Londyńskim półświatku. Jest też pierwszą rzeczą (osobą?) na którą zwróci uwagę czytelnik sięgając po „Spryciarza z Londynu”. Z okładki spogląda na nas młody człowiek w znoszonym garniturze i kapeluszu z cylindrem, a jego szelmowski, szeroki uśmiech tak przyciąga uwagę, że łatwo przeoczyć można fakt, że w ręku trzyma on brzytwę, jak również to, że osobnik ów wyłonił się właśnie ze studzienki ściekowej. Dodger jest oczywiście również głównym bohaterem nowej powieści Terry'ego Pratchetta (bo kto by go w innym przypadku, przy zdrowych zmysłach, umieścił na okładce książki?).

 

Rysownik Paul Kidby* doskonale zilustrował charakter tej postaci: to miejski cwaniaczek o dość elastycznym podejściu do prawa własności, potrafiący gładkim słówkiem wyłgać się z większości kłopotów, ale też umiejący zagrać ostro gdy sytuacja tego wymaga. Z pewnością nie jest typem „bohatera”, ale gdy pewnej burzliwej nocy napadnięta i pobita zostaje młoda kobieta to właśnie on, nie kto inny, przychodzi jej z pomocą.

I właśnie tutaj zaczynają się jego kłopoty, gdyż nie był to przypadkowy napad, a nieznajoma ma wpływowych wrogów i do faktycznego uratowania jej jeszcze daleka droga. Zwłaszcza, że nagle osoba Dodgera przyciąga znacznie większą uwagę niż by sobie tego życzył (a w zasadzie nie życzyłby sobie tego w ogóle). Aby wyjść cało z tej sytuacji, rozwiązać zagadkę napadu i (a jakże!) uratować dziewczynę chłopak będzie potrzebował całego swojego sprytu, wszystkich swoich umiejętności i każdego nieczystego zagrania jakiego do tej pory się nauczył na ulicy. A i to bez odrobiny szczęścia i pomocy przyjaciół może nie wystarczyć.

Pratchett osadził akcję „Spryciarza…” w Wiktoriańskim Londynie, ale znający prozę tego autora odnajdą w nim wiele podobieństw do miasta Ankh-Morpork, również przeciętego rzeką, w której woda znajduje się jedynie oficjalnie, wyparta przez ścieki i nieczystości; oraz tak samo podzielonego na dwie części: śmietanki towarzyskiej i miejskiej biedoty. Chociaż żeby oddać tu sprawiedliwość, to tak naprawdę to właśnie XIX-wieczny Londyn był inspiracją dla podwójnego miasta znanego z cyklu Świat Dysku. Umiejscowienie powieści w realnym mieście i konkretnej epoce dało pisarzowi możliwość wplecenia do fabuły autentycznych postaci historycznych, co autor faktycznie czyni, jednak z dość swobodnym podejściem do chronologii. Stąd też Dodger wykonuje zlecenia dla pewnego dziennikarza-pisarzyny, nijakiego Karola Dickensa, a na swej drodze spotyka twórcę nowoczesnej Londyńskiej policji Roberta Peel’a, w którym możemy się dopatrzyć podobieństw do Sama Vimes’a ze Straży Miejskiej Ankh-Morpork.

Tytułowy spryciarz z Londynu jest postacią, której nie sposób nie polubić. Czytelnik z przyjemnością będzie obserwował jego przyspieszoną przemianę z łachmaniarza w prawdziwego dżentelmena i z uśmiechem bedzie kontemplować jego liczne potknięcia. Powieść czyta się bardzo przyjemnie, a typowe dla Pratchett’a lekkość w prowadzeniu fabuły i niewymuszony dowcip sprawiają, że można ją bez znużenia przeczytać za jednym podejściem (co też mi się przytrafiło). Jeżeli miałbym się do czegoś na siłę przyczepić to napisałbym, że nie śmiałem się przy niej tak często i głośno jak przy niektórych powieściach autora ze Świata Dysku. Ale to doprawdy niewielka bolączka i zarówno miłośnicy prozy tego autora, jak i osobnicy uczuleni na elementy fantastyczne doskonale się tu odnajdą.

*Angielski malarz i grafik od 2001 roku współpracujący z Pratchett’em. Polecam album „Sztuka Świata Dysku” i ilustrowaną powieść „Ostatni Bohater”, w których talent rysownika można podziwiać w pełni. 

Spryciarz z Londynu

Przekład:
Rok wydania:
2013
Liczba stron:
416
ISBN:
978-83-7510-980-1
Ocena:
0
10
Zrecenzował: