Strażnik rodziny

Obrazek użytkownika Marek Adamkiewicz
12.02.2013

Mało kto nie poczuł się zaskoczony, kiedy pojawiła się informacja, że Benedykt XVI postanowił zakończyć swój pontyfikat. W dotychczasowej historii Kościoła, papież abdykował zaledwie jeden raz. Miało to miejsce w XIII wieku, kiedy z urzędu zrezygnował Celestyn V. Zatem w obliczu historii, a także patrząc na pontyfikat poprzedniego papieża, który posługę sprawował do końca swoich dni, zrozumieć można głosy watykańskich kardynałów, mówiące o tej decyzji jako o „gromie z jasnego nieba”. Jednak z drugiej strony, decyzja ta, jeśli przyjrzeć jej się z ludzkiego punktu widzenia, także jest całkiem zrozumiała. 

fot. Sergey Gabdurakhmanov/flickr (CC BY 2.0)

Oficjalnym powodem rezygnacji, przedstawionym przez papieża, jest „brak sił do sprawowania powierzonej mu posługi”. Trzeba przyznać, że jest to bardzo ludzkie tłumaczenie. I szczerze mówiąc, nie mogłoby być lepsze. Papież nie sili się na wydumane powody, mówi to, co najprawdopodobniej faktycznie ma największy wpływ na jego funkcjonowanie na dotychczasowym stanowisku. Trzeba pamiętać, że Benedykt XVI urząd obejmował w 2005 roku. To blisko 8 lat pontyfikatu. A gdy w dodatku zajrzymy do jego metryczki, ujrzymy, że jest to człowiek blisko 86-letni. To chyba w wystarczającym stopniu tłumaczy wspomniany „brak sił”.

Z pewnością Kościół stanie teraz przed sporym dylematem. Bez dwóch zdań potrzebny byłby mu przywódca, który będzie kontynuował dotychczasową politykę Benedykta XVI, służącą obronie rodziny oraz małżeństwa, rozumianego jako związek mężczyzny i kobiety. W dobie postępującej „tolerancji” i laicyzacji, pojęcie to bardzo straciło na znaczeniu, dlatego by bronić tych uniwersalnych wartości przed całkowitą degeneracją, głowa kościoła musi być bardzo energiczna i zdecydowana. Być może jest to kolejny, bardziej nieoficjalny powód decyzji wciąż urzędującego papieża. Symboliczne „przekazanie pałeczki” komuś młodszemu, mającemu więcej energii i sił, by walczyć z zabierającym na manowce całe społeczeństwa postępem.

Jakkolwiek by na to nie patrzeć, warto docenić postać Benedykta XVI, jako kontynuatora idei wprowadzanych przez Jana Pawła II. Idei dialogu, otwartości na ludzi i problemy współczesnego świata, a także zdolności do dostrzegania błędów Kościoła, jako instytucji. Oczywiście, wielu ludzi powie, że papież w wielu sprawach wciąż był zbyt dużym konserwatystą. Ale czy można się takiej postawie dziwić? Instytucja, jaką reprezentuje, posiada pewne żelazne zasady moralne i gdyby zaczęto w nich grzebać tylko po to, by dostosować się do obecnych czasów, byłoby to co najmniej dziwne. Kościół zawsze będzie bronić życia i przeciwstawiać się moralnej degeneracji ludzkości. Nie sądzę, by miało się to kiedykolwiek zmienić.

Czas pokaże jaką drogę obierze Kościół Katolicki po pontyfikacie Benedykta XVI. Jedno jest jednak pewne. Ta abdykacja to koniec pewnej epoki. Być może czeka nas teraz więcej reformatorstwa w wykonaniu Stolicy Apostolskiej. Wielu ludzi właśnie takiego obrotu sytuacji się spodziewa. Czy słusznie? Cóż, pożyjemy, zobaczymy…