Terry Pratchett nie żyje

13.03.2015

Odszedł wielki mistrz fantastyki. Jest mi smutno, nawet bardzo. Mam tylko nadzieję, że Śmierć powitał Go kapitalikami.

Terry Pratchett

Wczorajszy wieczór upłynął mi pod znakiem bardzo przykrej wiadomości. Terry Pratchett nie żyje. Zmarł w wieku 66 lat w swoim domu, w swoim łóżku, w otoczeniu rodziny, z kotem na kolanach. Czyli trochę tak jak sobie tego życzył, choć nie mógł wybrać tej godziny według własnego uznania, o co zabiegał od chwili, gdy rozpoznano u niego rzadką odmianę choroby Alzheimera. Straciliśmy jeden z najbardziej błyskotliwych umysłów na świecie i obawiam się, że nie będzie drugiego, który go zastąpi. Ostatnia książka, którą Pisarz ukończył latem 2014 ukaże się w Polsce jeszcze w tym roku.

Terry Pratchett pisał mądrze, ciekawie i ironicznie. Z właściwym sobie poczuciem humoru, które zachwycało niezliczone rzesze fanów. I mnie. Staliśmy się, w pewnym sensie, wyznawcami ‘pratchettyzmu’, miłośnikami nie znającej granic wyobraźni, nieszablonowych historii, wyjątkowych bohaterów. Z niemijającym zachwytem czytaliśmy o wyjątkowym Świecie Dysku, pod przykrywką którego Pratchett obśmiewał świat, w którym i jemu i nam przyszło żyć. Świat pełen absurdów i niedorzeczności. Pokochaliśmy oryginalną plejadę bohaterów, którym dopingowaliśmy w zmaganiach z dyskową rzeczywistością. Będzie nam ich brakowało.

Pierwsza wiadomość o śmierci pisarza pojawiła się m.in. na Jego Twitterze. Bardzo w Jego stylu: „AT LAST, SIR TERRY, WE MUST WALK TOGETHER”. Ostatnia wiadomość zaś (udostępniona w ciągu godziny 20 tysięcy razy!) kończy opowieść, jaką było życie i twórczość Terrego Pratchetta: „The End.”.

Do zobaczenia Sir Terry Pratchett!