Terry Pratchett "Niuch" - recenzja

Obrazek użytkownika Brama
14.08.2012

Sam Vimes mógł się tego spodziewać. POWINIEN był się tego spodziewać. Jednak do końca miał nadzieję, że to nie nastąpi, że uda się tego uniknąć; że w ostatnim momencie wydarzy się coś, jakaś katastrofa, która sprawi, że on, Komendant Staży Miejskiej Ankh-Morpork będzie potrzebny na miejscu. Jednak miasto-państwo zazwyczaj tak obfitujące w nieszczęścia tym razem zawodzi. Więc stało się najgorsze i niewygodnego rozkazu nie da się już ominąć, Lord Vetinari wysyła go na... urlop.

okładka "Niuch"

Taki jest punkt wyjścia nowej książki Terry'ego Pratchett’a z poczytnego cyklu „Świat Dysku”, o tytule „Niuch”, której głównym bohaterem jest właśnie Sam Vimes. Na szczęście nie jedynym, bo byłoby to zapewne bardzo nudne. Reszta Straży Miejskiej odgrywa tu role epizodyczne, pozostawiając komendanta samego w obliczu nieznanego. W roli tego ostatniego występuje jego własna posiadłość wiejska i styl życia na wsi, którego to koncepcja jest Vimesowi całkowicie obca. Jak wiadomo glina zawsze pozostaje gliną, nawet na urlopie. Dlatego bohater szybko odkrywa, że za sielankową fasadą wiejskich posiadłości kryje się mroczny sekret, który śmietanka towarzyska prowincji dawno zamiotła pod dywan. Ale nie dość dokładnie.

Gatunkowo bliżej jest „Niuchowi” do kryminału czy sensacji niż do czystego fantasy. Oczywiście akcja rozgrywa się na Dysku, najbardziej fantastycznym, nietypowym i nieprawdopodobnym świecie z możliwych (szansa, że taki powstanie wynosi zaledwie jedną na milion), jednak A'Tuin, wielki żółw gwiezdny, występuje tu tylko w domyśle. O stojących na jego skorupie czterech gigantycznych słoniach podtrzymujących krąg świata nawet nie wspominając. W książce przewija się cała gama ras typowych dla gatunku, jednak jest to tylko barwna otoczka dla opowiadanej historii. Swój epizod zaliczają więc krasnoludy, trolle, wilkołaki, oraz, niestety, gobliny.

Diuk Ankh-Morpork, Komendant Straży Miejskiej, Klasowy dyżurny Sam Vimes:

„(...) ja nie stoję ponad prawem, stoję pod nim i podtrzymuję je!”

Te ostatnie przez społeczność wiejską traktowane są jak szkodniki, robactwo i skaranie boskie w jednym. Wiadomo kto by lubił gobliny? One śmierdzą, kradną kury i pałętają się po okolicy, nikt o nich dobrego słowa nie powie. Dlatego gdy dochodzi do brutalnego morderstwa młodej damy gobliniej proweniencji nikogo to nie obchodzi. Poza jednym, niewygodnym gliną z miasta, w końcu gobliny to też ludzie. No... może gobliny to jednak gobliny, ale wciąż są to istoty myślące i jako takie mają swoje prawa. A skoro je mają, to kto inny niż Sam Vimes miałby zadbać o to by ich przestrzegano?

Pomimo że powieść traktuje między innymi o segregacji rasowej czy niewolnictwie to czyta się ją wyjątkowo lekko. Pratchett we właściwy dla siebie sposób, z humorem porusza ciężkie tematy. Akcja natomiast rwie do przodu jak naćpany skibą trzymetrowy troll, przystaje jednak czasem by główny bohater mógł pójść z synkiem na spacer, czy poczytać mu książeczkę o kupkach (nie pytajcie). Od książki ciężko się oderwać, a nagłe wybuchy śmiechu podczas czytania w autobusie i zalęknione spojrzenia współpasażerów to norma. Pozdrawiam babcię, która się przesiadła, kiedy siedzącym obok niej autorem tekstu co rusz targały niekontrolowane spazmy i chichoty.

Brytyjski pisarz pomimo choroby* nie zwalnia tempa i nie obniża lotów. I mimo że „Niuch” nie jest najlepszą odsłoną cyklu to jednak charyzmatyczny bohater i ciekawa historia sprawiają, że plasuje się ona przynajmniej w top 10 mojego prywatnego rankingu. Zdecydowanie każdy miłośnik fantasy, angielskiego humoru i kanapek z bekonem powinien po nią sięgnąć.

Wydawnictwo: Prószyński Media Sp. z o.o.
ISBN: 978-83-7839-105-0
Tytuł oryginału: Snuff
Data wydania: 10.04.2012
Format: 142mm x 202mm
Liczba stron: 360
Cena detaliczna: 29,90 zł

* Pratchett cierpi na rzadką odmianę Alzheimera. Nieuleczalna choroba stopniowo odbiera mu sprawność fizyczną, obecnie autor już nie pisze, a jedynie dyktuje swoje powieści. Redakcja gorąco dopinguje go w tej nierównej walce.