Tramwajowe rozterki

Obrazek użytkownika Filip Krause
27.03.2014

Podróżując komunikacją miejską mamy doskonałą okazję obserwacji zachowań współpasażerów. Wnioski mogą się różnić w zależności od każdej najmniejszej zmiennej, z naszym nastrojem włącznie, ale każdy, nawet wyjątkowy przypadek może nam pokazać prawdę o relacjach międzyludzkich.

Stary tramwaj fot. brizzle born and bred/flickr (CC BY-ND 2.0)

Przeludnienie

Powoli zrzucając sen z oczu wsiadam do tramwaju wypełnionego niemal całkowicie. Wydaje się, że nie wciśniesz tu nawet szpilki, a jednak tłum się ugniata, przepycha i wysypująca się przez drzwi na każdym przystanku tłuszcza prasuje się. A więc był jeszcze zapas? Materia zapadła się w łamiącym zasady fizyki zagęszczeniu? Nic z tego. Pomiędzy kolejnymi wejściami do pojazdu utworzyły się wcześniej próżniowe przestrzenie. Gęstość ludzkiej masy tuż przy drzwiach ma kilka uzasadnień, które warto zacytować:

"ja na następnym wysiadam"
"tam dalej nie ma się czego złapać"
"nie będę się przepychać"

Przestrzeń wypełniona tak ściśle jest z wielu względów nienaturalna. Łamie wszystkie zasady wszystkich teorii o przestrzeni osobistej. Sprawia, że ludzie czują się niepewnie, niekomfortowo, uciekają wzrokiem w swoje książki, czytniki, smartfony...

Jest pusto

W tramwaju wreszcie jest przestrzeń. Może dziś jakieś święto i studenci i uczniowie jeszcze śpią. A może to zwykły przypadek. Ważne że wchodzę do tramwaju nie napierając ciałem na ciało. Wychwytuje wzrokiem znajomego jegomościa, który ruchem reki i błyskiem w oku rzuca mi przywitanie. Podchodzę i zaczynam rozmowę. Znajomy jegomość tramwajowy nie przerywa klikania w perfekcyjnie płaski ekran swojego urzadzenia wszystkorobiącego (to jeszcze telefon?). Mijają sekundy, ze zdziwieniem odkrywam, że uderzeniom palców o gładką powierzchnię nie ma końca. O kontakcie wzrokowym nie ma mowy, jego słowa odbijają się od wyświetlacza i trafiaja do mnie jakby od niechcenia.

Wyciągam z torby książkę, otwieram na rozdziale siódmym i zaczynam czytać ignorując docierające do mnie słowa. Po pięciu przystankach ciekawej lektury słyszę już wyraźniej - już do mnie wypowiedziane: "

"usiądziemy? jest miejsce"

Szybka lustracja: urzadzenie w kieszeni, na twarzy miłośnika wielofunkcyjnych ustrojstw maluje się zawstydzona mina i zażenowanie. Nie wie co zrobić z palcami, które bez płaskiej powierzchni straciły punkt oparcia - dłoń zaciska się na metalowej rurce wyrastającej z oparcia krzesła.
Odkładam książkę i rozmawiam. Nie czuję satysfakcji, a tylko smutek, że coś się w ludziach zepsuło.