Tropem odkrywców - Karaiby

Obrazek użytkownika Weronika
24.10.2012
Plantacje kawy, kakao i bananów Plantacje kawy, kakao i bananów | fot. Zbigniew Pobudkiewicz

Kiedy za oknem zaczyna się robić szaro i ponuro, deszcz kapie o parapet, a termometr pokazuje coraz to niższe cyfry, to znak że ona nadeszła – mroczna chłodna jesień. Tęsknimy wówczas za czasem spędzonym na słońcu, plaży, w lesie, na górskich szlakach, za wypadami nad jezioro… za latem. Metod na złamanie jesiennej chandry jest wiele. Jedni nałogowo czytają książki i litrami piją ciepłą herbatę z cytryną, inni uciekają w sport, w końcu w zdrowym ciele zdrowy duch, a jeszcze inni.. podróżują. No właśnie, bo przecież gdy u nas słota to między zwrotnikami trwa lato! I tu na myśl przychodzą mi rajskie Karaiby. Już od samej nazwy robi się cieplej na sercu. Trzeba jednak pamiętać, że te odkryte przez Kolumba wyspy to nie tylko raj na ziemi dla turystów, ale także bogata historia Nowego Świata. Konkwistadorzy, piraci, niewolnicy i co najważniejsze trzy grupy społeczne – rdzenni mieszkańcy, Afrykanie i Europejczycy. To ich doświadczenia i tradycje, musiały współgrać aby to „nowe społeczeństwo” sprawnie funkcjonowało. Wyraźne różnice rasowe, klasowe i społeczne były powodem wielu buntów i wojen. Długa droga do świadomości i jedności narodowej, mieszanka kulturowa i wpływy kolonizatorów sprawiły, że Karaiby to nie tylko białe plaże, lazurowe morze i powyginane palmy, ale bardzo ciekawe historie ludzi, w sercach których zrodziły się nowe narody.

W rytmie merengue

Republika Dominikany, to jedno z tych egzotycznych państw leżących na Morzu Karaibskim, które powstały dopiero w XVIII wieku. Pierwsze skojarzenia, gdy mówię komuś o Dominikanie, to pudrowy piasek, przezroczysta woda, bajeczne resorty i wczasy all inclusive. Poza tym nuda.

Jakże mylne są te stereotypy. Owszem, Dominikana to wszystko posiada i jest to bardzo duży magnes dla zagranicznych turystów, ale wystarczy wyjść za hotel aby poznać jej prawdziwe oblicze. Kolorowe, przesłodkie drinki zamieniają się na rum, piękne parkiety dyskotek na bar z blachą falistą na dachu, a europejskie przeboje na merengue. Nogi same rwą się do tańca. Dym z cygar szczypie w oczy, panowie grają w bilard, a gdzieś z tyłu tańczy para zakochanych. Poruszają się z taką lekkością, że czuję się zawstydzona. Dookoła nie ma nic, co przypominałoby mi o jeszcze niedawnym świecie zza murów hotelu. I tak do rana lub do utraty sił. Bo rum i merengue to prawdziwa mieszanka wybuchowa.

No właśnie -  Rum. To narodowy trunek wszystkich karaibskich państw, jednakże to na Dominikanie aż 90 % produkcji wyrabiane jest na potrzeby własne wyspy. Różnorodność w produkcji rumu uzależniona jest gównie od miejsca w którym powstaje. Na Karaibach i w Brazylii rum wytwarza się z melasy – gęstego, ciemnego syropu, produktu ubocznego przy produkcji cukru trzcinowego, a na francuskich wyspach głównym składnikiem bazy jest sok z trzciny cukrowej. Następne etapy to dodanie drożdży, fermentacja, destylacja i dojrzewanie. W dużych dębowych beczkach lub w zbiornikach ze stali nierdzewnej. Ma to wpływ na barwę trunku. Rum dojrzewający w beczkach staje się ciemny, a ten ze stalowych zbiorników jest w zasadzie bezbarwny. Ostatnim krokiem w produkcji jest mieszanie rumu w celu filtracji. Dobrym okresem dojrzewania alkoholu jest co najmniej rok zanim trafi w nasze gardła.

Wielkie plantacje trzciny cukrowej, z której wyrabiany jest ten alkohol obsługują trzy duże firmy: Barceló, Bermúdez i Brugal. Co ciekawe, zbiory trzciny cukrowej w główniej mierze odbywają się ręcznie, a do pracy zatrudniani są  przeważnie Haitańczycy. I choć to bardzo ciężka praca, to dla nich jest to jedyny sposób na przetrwanie, opatrzony często długą rozłąką z najbliższymi.

Pisząc o narodowych napojach, nie mogę nie wspomnieć o MAMAJUANIE. Ta swoista mikstura z ziół, kory drzew, miodu, wina i oczywiście rumu to antidotum na wszelkie dolegliwości - od przeziębienia po wszelkiego rodzaju bóle. Nazywana jest także dominikańską viagrą. Pierwotnie stworzona przez Indian Taino, jako napar przypominający herbatę. Stopniowo dodawano miodu, wina i rumu, aż do obecnej formy. Na wyspie nie ma chyba domu, w którym nie piłoby się mamajuany.

Dominikana to także królestwo kawy. Uprawiana na niewielkich poletkach pośród gór, czerpie ogromne korzyści z panującego tam mikroklimatu. Dobre warunki meteorologiczne w środkowej część wyspy, zapewniają zbiory przez większą część roku. Suszone długo na słońcu ziarenka delikatnie oddają swój aromat. Kawa z Dominikany to jedna z najlepszych odmian o doskonałym zrównoważonym, ale wyraźnym i pełnym smaku. Lekka nutka kwasowości i miły owocowy akcent to cecha karaibskiej kawy. Najlepiej smakuje zaparzona w specjalnym tygielku.

Bogactwo owoców i roślin na Dominikanie zachwyca. Kakao, wanilia, cynamon, ananasy, banany. To co u nas zapakowane w foliowe torebki, tu można zerwać z drzewa lub krzaka. Zapachy i soczysta zieleń przyprawiają o zawrót głowy. Bardzo znana na Karaibach jest także roślina zwana ACHOTE. To takie małe włochate owoce z kuleczkami podobnymi do owocu granatu. W Meksyku są cenione jako przyprawy. Na Kubie zaczerpnięte od Indian Taino jako środek upiększający ciało, służyło kiedyś do malowania ust ponętnych Kubanek.

Nie tylko rum, kawa i kakao

W życiu mieszkańców Dominikany dużą rolę odgrywa religia. Przeważająca część, bo aż 95% to Katolicy, resztę stanowią Adwentyści Dnia Siódmego, Żydzi i wyznawcy bahaizmu. Bardzo silny jest tu kult maryjny. Najważniejszym miejscem związanym z kultem Matki Boskiej jest Higuey, miasto oddalone zaledwie o 50 km na zachód od turystycznej Punta Cany. To właśnie tu znajduje się bazylika Nuestra Seniora de Altagracia, którą w 1992 roku odwiedził Jan Paweł II. Niezwykła bryła w formie strzelistego łuku z witrażami po środku i masywną nawą nieco przytłacza swoją wielkością. Z pewnością stanowi doskonały punkt orientacyjny w mieście. Do dzisiaj Higuey pozostaje największym ośrodkiem pielgrzymkowym w kraju.

Bazylika w Higuey, choć ważna dla Dominikańczyków, to jednak nie zrobiła na mnie tak wielkiego wrażenia jak najstarsza świątynia w Ameryce. Katedra Santa Maria la Menor w Santo Domingo, stolicy kraju, powstała w latach 1521- 1540. Zbudowana z jasnego kamienia świątynia, sprawia wrażenie bardzo lekkiej. Bladoróżowe ściany i kolorowe witraże rozświetlają wnętrze dając poczucie spokoju, choć świadomość wieku katedry pobudza wyobraźnię. Santa Maria la Menor zbudowana jest w stylu hiszpańskiego renesansu z elementami typowymi dla późnego gotyku. Znaleźć tu można też fragmenty barokowe. A to wszystko za sprawą długiego okresu rozbudowy. Brak funduszy na budowę sprawił, że ostatecznie nie wybudowano dzwonnicy. Na przestrzeni lat, świątynia miała różne zastosowania. Gdy piraci, pod dowództwem Drake’a nawiedzili Santo Domingo, służyła im jako koszary. Była też fortecą obronną o czym przypominają otwory strzelnicze umieszczone w elewacji. Co ciekawe w jednej z bocznych naw do niedawna znajdowały się szczątki Krzysztofa Kolumba. Obecnie przeniesione do Faro de Colon, latarni morskiej która w wyjątkowych uroczystościach wysyła słup światła widoczny z wielu kilometrów.

Romantyczna Samana

Zmęczonym wielkimi odkryciami i historią polecam ukojenie na Półwyspie Samana. Położony w północno – wschodniej części wyspy zakątek uchodzi za najpiękniejszy na Dominikanie. Gęste gaje palmowe, plaże z koralowym piaskiem, ciepłe wody i małe wioski czynią to miejsce oazą spokoju. Nic dziwnego, że to właśnie to miejsce upodobały sobie HUMBAKI – olbrzymie walenie. Co roku wracają tu, by łączyć się w pary i wydać na świat potomstwo. Na przełomie stycznia i lutego jest ich tu nawet 200 sztuk.

Tańce godowe, podczas których te czterdziestotonowe ssaki uderzają ogonami w taflę wody, tworzą niezwykłe widowisko. Podziwiać je można zarówno z brzegu jak i z pokładu specjalnie wynajętych łódek. Okolice Zatoki Samana objęte są Rezerwatem Ssaków Morskich Republiki Dominikańskiej.

No to w drogę!

Karaiby to cały czas nieodkryty skarb. Skarb, który czeka na Was za rogiem. Wystarczy ruszyć z miejsca, by zacząć odkrywać go powoli, takim jakim jest, bez sztuczności. Opisane przeze mnie atrakcje, to tylko mała część jaką kryją w sobie te rajskie wyspy. A Dominikana to przecież jedno z wielu państw na Morzu Karaibskim… i z pewnością nie można się tam nudzić!