Ulice-pułapki i papierowe miasta

24.09.2013

Wiecie dlaczego na niektórych mapach umieszcza się ulice i miasta, które nigdy nie istniały w rzeczywistości? Z tego samego powodu, z jakiego tworzy się fikcyjne gatunki ptaków – dla ochrony praw autorskich.

Mapa, kompas i okulary

Ulica-pułapka w pierwszej chwili może kojarzyć się z podstępem mającym na celu wyłapanie piratów drogowych. Jednak zastawia się je na innych piratów, za nic mających prawo autorskie.

Wydawca, który zdecydował się na opublikowanie mapy, ponosi ogromne koszty, nie tylko te związane z fizycznymi materiałami użytymi do produkcji, ale przede wszystkim z opracowaniem zawartości i treści. Opracowanie kartograficzne i samo wykonanie graficzne mapy to sporo ciężkiej pracy, niezależnie czy mówimy o mapie szlaków turystycznych w górach, czy planie miasta. Uczciwy wydawca zatrudni kogoś do wykonania tych zadań, bądź też kupi licencję na istniejące opracowanie. Zawsze jednak może pojawić się sprytny naśladowca, który również ma ochotę zarobić trochę grosza, ale poskąpi go na opracowanie treści – najprościej przecież skopiować już wydaną pracę.

Tu jednak czają się niespodzianki. Twórca oryginalnej mapy mógł bowiem umieścić w niej kilka (a w przypadku niektórych opracowań – kilkadziesiąt) drobnych modyfikacji. Mogła to być zmiana kąta pod jakim łączą się dwie ulice, dodanie słowa w nazwie parku albo nieznaczna zmiana kształtu placu. Czasem na mapie pojawi się miejsce, które nigdy nie istniało w rzeczywistości. Zmiany te wprowadzane są na mapie celowo, aby ułatwić dochodzenie swoich praw przed sądem i udowodnienie źródła, z którego dane zostały skopiowane.

AgloeNa wielu mapach pojawiały się innego rodzaju fałszywe miejsca jak miasta, których w rzeczywistości nigdy nie było. Pomysł nie jest nowy, podobne rozwiązanie zastosowano już w 1978 roku, kiedy na oficjalnej mapie amerykańskiego stanu Michigan umieszczono Beatosu i Goblu – dwa nieistniejące miasta. Wcześniejszy przypadek tak zwanego „papierowego miasta” to mapa z 1930 roku, która na terenie stanu Nowy Jork miała zaznaczoną miejscowość „Agloe”. Co ciekawe, miejsce, w którym oznaczono tę miejscowość, można bez problemu znaleźć na mapach Google:

Wyświetl większą mapę

Podobno wyjątkowym przypadkiem, w którym nigdy nie umieszcza się takich modyfikacji, są mapy morskie – tam zafałszowane informacje mogłyby narazić użytkowników mapy na realne niebezpieczeństwo.

Jednak tego rodzaju pułapki możemy znaleźć nie tylko na mapach. Słyszeliście kiedyś o Lillian Mountweazel? To pochodząca ze Stanów Zjednoczonych fotograf, która stała się znana w latach sześćdziesiątych – wydała między innymi popularny album pokazujący kolekcję amerykańskich skrzynek pocztowych. Niestety, Lillian zginęła tragicznie w 1973 roku. Albo raczej „zginęłaby” gdyby kiedykolwiek istniała. Tymczasem jedyne miejsce jej egzystencji to „New Columbia Encyclopedia”, bowiem pani Mountweazel była po prostu hasłem-pułapką, z pełną premedytacją umieszczonym w encyklopedii. Jedną z angielskich nazw dla takich fałszywych haseł jest od tego czasu „Mountweazels”.

W podobny sposób postąpiła redakcja niemieckiego wydania prestiżowej encyklopedii Brittanica. W 1986 roku umieszczono w niej hasło „apopudobalia”, które opisywało grecko-rzymski sport, podobny do współczesnej piłki nożnej, również nigdy nie istniejący.

apopudobaliaSłownik Uniwersytetu Webstera z 1943 roku zawierał natomiast słowo „Jungftak” – zdefiniowane jako „Perski ptak, którego samiec posiada tylko jedno skrzydło po prawej stronie, a samica tylko jedno po lewej.” Dalej opisano sposób w jaki ptaki te potrafią latać tylko w parach? Niemożliwe? Oczywiście, bo jungftak to zwierzę fikcyjne, prawdopodobnie także stworzone na potrzeby ochrony praw autorskich.

Oczywiście dziś istnieją nowocześniejsze sposoby ochrony i oznaczania własnych materiałów, jak widoczne i niewidoczne „znaki wodne” czy cyfrowe „odciski palca” w plikach komputerowych. Jednak stare metody są stosowane nadal – wystarczy zajrzeć do wydanego w 2005 roku „The New Oxford American Dictionary” i znaleźć tam hasło „Esquivalience”. Erin McKean, wydawca słownika, oficjalnie potwierdziła, że to słowo zostało dodane w celu ochrony wydania elektronicznego.