Widzę smoki

Obrazek użytkownika Filip Krause
18.04.2014

Widzę smoki i się tego nie wstydzę. Jeśli ktoś spytałby mnie czy smoki istnieją, odpowiedziałbym: jasne, przecież widziałem dwa w zeszłą niedzielę, a przedtem jednego małego, którego hoduje znajomy. Widuję smoki w telewizji, oglądam w przyrodniczych albumach i na stronach internetowych o tematyce popularnonaukowej. Zanim przyznacie, że ze mną od zawsze było coś nie tak, dajcie mi się wytumaczyć.

Physignathus lesueurii | fot. spencer341b/flickr (CC BY-ND 2.0)

Sprawcą całego zamieszania jest moja przyjaciółka wyobraźnia, którą rozwiajam, odkąd tylko pamiętam. Jak daleko sięgam pamięcią, w moim życiu było wystarczająco dużo okazji, żeby zamienić zwyczajną rzeczywistość w jeden jedyny świat baśni, wypełniony marzeniami. Wierzyłem, że jeśli będę dużo ćwiczył, przesunę kiedyś przedmiot siłą woli. Wpatrywałem się w nocne niebo z nadzieją, że za chwilę, już za kilka sekund, nad moją głową przeleci statek kosmiczny o lśniącej powierzchni odbijającej światło gwiazd i ksieżyca. We wszystkich niewyjaśnionych jeszcze przez naukę zjawiskach widziałem szansę na spektakularne wyjaśnienia rodem z powieści fantasy, science-fiction i horroru.

Płakałem na "Królu Lwie"

To brzmi jak frazes, ale ja naprawdę płakałem na "Królu Lwie". Pamiętam dokładnie tę sytuację, szkolną świetlicę, magnetowid i zgraję dzieciaków zaryczanych i pociągających nosami. Wszyscy wtedy wierzyliśmy, że te narysowane zwierzęta są postaciami rzeczywiście przyżywającymi swoje rozterki, że na ekranie rozgrywają się prawdziwe zdrady, uniesienia, radość i rozpacz. Jako dzieci, uwierzyliśmy wszyscy w bajkową magię, która pozwala zwierzętom przeżywać ludzkie emocje.

Miałem Jedyny Pierścień i miecz świetlny.

Kto przeczytał w podstawówce książki Tolkiena, marzył o świecie, w którym istnieją elfy, gadające drzewa i pierścień pozwalający stać się niewidzialnym. Miałem taki pierścień i wielu przypadkach pozostaęłm niezauważony, kiedy przemykałem ostrożym krokiem obok niczego nie spodziewających się rodziców. A później odkryłem "Gwiezdne Wojny" i pierścień mi nie wystarczał. Prawdziwą moc dawał miecz świetlny uruchamiany wydaniem specyficznego odgłosu. Na podwórku było wtedy kilku rycerzy Jedi. Aż strach pomyśleć, że niektórzy przeszli na ciemną stronę mocy.

Każdy w coś wierzy

Religia, którą odziedziczyłem po swoich rodzicach pokazała mi, że wiara w istoty nadprzyrodzone może być odbierana całkiem powaznie, chociaż wiąże się przecież z zachowianiami nielogicznymi i naiwnymi w swej formie. Wieczorny pacierz był prawdziwą rozmową, a po niewinnych z dzisiejszego punktu widzenia przewinieniach przeciwko Bogu, czuło sie prawdziwy strach. Miliardy ludzi na całym świecie nie wiedzą na pewno, że ich bóg istnieje, ale w niego wierzą.

No i wreszczie smoki

Mój kilkunastomiesieczny syn, jak zahipnotyzowany patrzył na istotę pokrytą łuskami. Jej ogon wił się rozgarniając piasek, oczy z pionową czarną źrenicą wpatrzone były w odległy punkt poza nami. Wydawało się, ze za chwilę zionie ogniem i rozłożywszy swe skrzydła wzleci nad nas siejąc panikę i popłoch. Spojrzałem na kartkę poniżej terrarium i odczytałem nazwę Gekkonidae. "To jest smok, synku" powiedziałem i mam nadzieję, że tak jak ja, będzie widział w gekonach, waranach i legwanach smoki. No, chyba że zamierza być biologiem - wtedy lepiej, żeby widział gekony, warany i legwany. Oby tylko nie pomylił ich z prawdziwymi smokami...