Wojny poglądowe

Obrazek użytkownika Marek Adamkiewicz
23.02.2013

Ostatnio przez media przetoczyła się fala potępienia dla ludzi, którzy przerwali wykład Magdaleny Środy na Uniwersytecie Warszawskim. Przypomnijmy kontekst: wykład odbywał się parę dni po odwołanej debacie na temat idei narodowych i nowego ruchu społecznego. Oba wydarzenia miały się odbyć na tej samej uczelni. I jakkolwiek można zrozumieć intencje przeciwników wystąpienia Środy, tak forma protestu nie należała do najbardziej fortunnych. Można więc usprawiedliwić krytykę, jaka spłynęła na prowodyrów tego incydentu. Głos zabrał nawet sam premier Rzeczypospolitej, znany gdzieniegdzie jako Słońce Peru, Donald Tusk. Też zrozumiałe. Jednak parę dni później, gdy na drzwiach wykładowców Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, po raz kolejny pojawiły się obraźliwe wpisy w ramach akcji „homoterapia”, nie tylko nie było podobnej nagonki, ale co więcej, prawie nikt tej skandalicznej prowokacji nie odnotował! Przypadek?

Fot: grecjawogniu.info

Smutna rzeczywistość, w której wybryki zwolenników jednej strony traktowane są z przymrużeniem oka, a manifestacje drugich piętnowane jako skandaliczne, nielegalne i zagrażające demokracji, stały się niestety znakiem naszych czasów. „Niepraworządna” ideologia (w rozumieniu: przeciwna partii rządzącej i postępowym postawom) przedstawiana jest wręcz jako sabotaż starań o lepsze jutro. To, że taka taktyka odnosi zamierzone rezultaty nie jest przypadkiem. Aparat władzy ma za sobą znaczącą siłę medialną. By przedstawić wydarzenia w odpowiednim świetle nie trzeba wiele. Z pomocą przyjdą chociażby zaprzyjaźnione tytuły prasowe. Tu parę przemilczeń, tam nagłośnienie innej sprawy, podkreślone krzykliwą okładką czy nagłówkiem. I voila! Już większość myśli tak, jak tego oczekujemy.

Warto jednak przedstawiać wydarzenia takimi, jakimi w istocie są. Bez przemilczeń. Bo sprawa obraźliwych karteczek, naklejanych na drzwi gabinetów poznańskich wykładowców, jest tym bardziej oburzająca, że cała akcja odbywa się pod płaszczykiem fałszywie pojmowanej tolerancji. Oto bowiem źli wykładowcy mieli czelność bronić prof. Pawłowicz i wyrazić własne zdanie na temat homoseksualizmu. Doprawdy, ciężko o większą zbrodnię. Odkładając jednak na bok ironię, naprawdę trudno tę sytuację zrozumieć. Bojownicy tolerancji wyzywają innych, bo ci mają swoje własne przemyślenia? A gdzie tolerancja dla ich odmienności? W tak ordynarny sposób na pewno nie da się przekonać nikogo do swoich poglądów. A może znaczącym jest tutaj fakt, że postawa profesorów idzie w sprzeczności z popularnym ostatnio promowaniem związków jednopłciowych jako całkowicie naturalnych? Znamiennym jest fakt, że w tym przypadku nie było żadnej medialnej nagonki. Nie oburzał się premier, nie grzmieli publicyści „Wyborczej” czy „Newsweeka”. Wydarzenie przeszło praktycznie bez echa.

Jakkolwiek by na to nie patrzeć, przykre jest, że areną takich incydentów są uniwersytety. Miejsca, które mają kształcić przyszłą elitę intelektualną naszego kraju, stają się centrum ideologicznych przepychanek. Brońcie bogowie, nie zamierzam postulować zakazywania dyskusji na ważne dla poszczególnych grup tematy, jednak niech to wszystko odbywa się z poszanowaniem poglądów każdej ze stron. Bez odwoływania wykładów, gdy ich tematyka jest nie po myśli decydentów. Bez szkalowania kogokolwiek za własne opinie. To nie prowadzi do niczego poza coraz większymi podziałami społeczeństwa. Efektem tego poczucia niesprawiedliwości są właśnie takie akcje jak incydent na wykładzie Magdaleny Środy. A tak łatwo można podobnych sytuacji uniknąć. Wystarczy odrobina dobrej woli i obiektywizmu, o co niestety w dzisiejszych czasach ciężko się doprosić.