Za kierownicą w śnieżny dzień

Obrazek użytkownika greenlady
8.02.2013

Patrzę na wielkie płaty śniegu, wirujące w świetle latarni i spadające na moje miasto. Jest pięknie! A jak wspaniale się śpi, kiedy całe miasto otulone jest śnieżną pierzyną. Niestety przychodzi ranek, w cudowne sny wdziera się irytujący dźwięk budzika. Czas wstać i ruszyć do pracy. Przez miasto pogrążone w śniegu…

samochód, zima, szron fot. fipsut

Wychodzę przed dom. Chodniki zasypane. Ulice jako tako odśnieżone. Żadnej soli, bo szkodzi roślinkom. W kwestii soli się zgadzam, ale piasek chyba im nie szkodzi, a jednak mocno zwiększa naszą do chodników i ulic przyczepność. Brnę w kierunku samochodu. Odśnieżam go mozolnie i gdy wreszcie gotów jest do drogi, ruszam. Zwykle wystarczy mi 15 minut jazdy by dotrzeć do pracy. Dziś ze względu na warunki liczę, że z 20, 25 minut. Mogę tylko pomarzyć! Co drugi kierowca jadący przede mną jedzie nie tylko wolniej (co jest zrozumiałe), ale skrajnie wolno (co już nie jest takie dla mnie jasne). Ja rozumiem, że śnieg, że zimno, że gorzej widać, ale nie przesadzajmy. Chyba każdy z nas pamięta o podstawowych zasadach jazdy w śnieżnych warunkach (pamiętam je i stosuję nawet ja- baba za kierownicą!)- nie hamujemy gwałtownie, nie skręcamy nagle kierownicą, nigdy nie jeździmy na luzie. Można jechać normalniej? Można. Zwłaszcza, że zawalidrogi generują chęć wyprzedzania, które w zimowych warunkach może być naprawdę niebezpieczne. A jeśli ktoś wciąż jeździ na letnich oponach, to nie mam na to już argumentu. Mam za to niecenzuralne myśli.

Tak sobie rozmyślając jadę już z 15 minut, i jestem dopiero w połowie drogi. W samochodzie jednak już ciepło, muzyczka sączy się z radia, staram się więc nie denerwować na żółwie tempo większości  wokoło. Ba! W pewnym momencie nawet je zachwalam, gdy jakiś zakapturzony pieszy, nie zaszczyciwszy ulicy nawet spojrzeniem, wskakuje z impetem na przejście. Najwyraźniej piesi w tych warunkach szybsi są niż samochody. Nie pomyślą nawet o zagrożeniu, jakie powodują dla siebie i innych użytkowników drogi! Wpadają na pasy znienacka, bez sekundy zatrzymania, ryzykując upadkiem i potrąceniem przez samochody, które choćby bardzo chciały i bardzo się starały, nie zdołają zatrzymać się natychmiast. Nagłe wyłanianie się zza tramwajów i autobusów również uważam za objaw sporej lekkomyślności. I to nie tylko zimą.

Adrenalina mi skoczyła, z rozkręconym serduchem jadę dalej. Zostało mi już niewiele drogi do przebycia, a tu następna lekkomyślna niespodzianka. Drodzy kierowcy taksówek! Nawet latem zmuszacie nas do wykonywania karkołomnych manewrów, gdy chcemy wyprzedzić was stojących w najdziwniejszych i najmniej do tego przystosowanych miejscach. Zrozumcie proszę, że choć szanujemy waszą pracę, nie chcemy razem z wami czekać na WASZYCH klientów. Na zasypanych śniegiem ulicach próba wyminięcia was, stojących np. tuż przed skrzyżowaniem (brawo!) drastycznie zwiększa ryzyko kraksy!

Rowerzyści! Jest was na ulicach zimą niewielu, a tych, których czasem mijam szczerze podziwiam! (Naprawdę!) Ale tylko tych, których rowery względnie do zimy są przystosowane. Po nie-odśnieżonych ścieżkach (miasto jakoś o nich zapomina) czy w odgarniętym przez pług na skraj ulicy błocku nie jeździ się łatwo, nie trudno o poślizg i nieszczęście gotowe. Apeluję zatem - eleganckie „kozy” i rowery miejskie zostawcie proszę na czas śniegów w domu!

Może marudzę. Może zrzędzę. Może wszystko, co napisałam jest bez sensu. A może jednak ktoś się ze mną zgodzi. Mnie warunki na drogach również nie zachwycają. Poruszanie się po nich nie jest jednak  niemożliwe , a odrobina pomyślunku i zdrowego rozsądku zapewni nam wszystkim względne bezpieczeństwo.