Zaczęli!

Obrazek użytkownika Marek Adamkiewicz
21.08.2012

Ruszyła polska Ekstraklasa. Nareszcie! Po rekordowo długiej przerwie (przypomnijmy – na kolejne rozgrywki ligowe czekaliśmy ponad 100 dni) wirtuozi polskich boisk znowu wybiegli na murawę, by czarować kibiców swoimi umiejętnościami, strzelać piękne bramki i dostarczać wielu sportowych emocji.
No dobrze, nieco popłynąłem, tym niemniej - rozpoczęcie rozgrywek bardzo mnie ucieszyło. Mimo tego, że z ligą polską jest jak z przygłupim synem – gorszy od innych i zawsze w tyle, ale jednak swój!

fot.: colsart

Bramkowe rekordy

Pierwszy weekend ligowych zmagań przyniósł nam nadspodziewanie dużo strzelonych bramek. 28 goli w ośmiu meczach, daje imponująca średnią 3,5 trafienia na spotkanie! Nawet w Anglii i Hiszpanii strzelono podczas pierwszych kolejek tamtejszych lig mniej. Odpowiednio 2,5 i 2,9 gola na mecz.

Do żadnych poważniejszych wniosków te statystyki oczywiście nie prowadzą, ciężko bowiem ryzykować tezę, iż Ekstraklasa urosła pod względem sportowym; mimo wszystko dobra forma strzelecka piłkarzy biegających po rodzimych obiektach, pozwala mieć nadzieję na interesujący i emocjonujący sezon.

Trzech liderów

Po pierwszej kolejce na czele tabeli mamy 3 kluby. Fotel lidera dzielą między sobą Pogoń Szczecin, Lech Poznań i Legia Warszawa. Wszystkie drużyny wygrały swoje mecze po 4:0, dając fanom powody do radości.

Wracający do piłkarskiej elity Szczecinianie pewnie rozprawili się z Zagłębiem Lubin. Spokojna gra i dobra dyspozycja weterana Ediego Andradiny zrobiły swoje. Chociaż takiego wyniku chyba nawet najwięksi optymiści wśród szczecińskich kibiców się nie spodziewali. To spotkanie pokazuje jednak, że do takiej Premiership nam jeszcze dużo brakuje. W Anglii każda drużyna, przegrywając 0:2, walczyłaby dalej, tymczasem Zagłębie siadło. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Dwa kolejne trafienia Portowców i Lubinianie wracali do domu, wioząc bagaż „czwórki” na plecach.

Zaskakuje postawa Lecha. Przypomnijmy, że tego lata z Poznania odeszło paru kluczowych piłkarzy (Rudnev, Injac, Kikut, Stilic). Kolejną sprawą jest nieudany start w Lidze Europy i kompromitacja w Pucharze Polski. W takich okolicznościach okazałe zwycięstwo nad wicemistrzem kraju jest sporą niespodzianką. Tym bardziej, że gra Lecha w tym spotkaniu, była momentami porywająca. Szybkie podania, ciekawe akcje, a przede wszystkim wola walki! Tak grającego Kolejorza fani chcieliby widzieć w każdym meczu.

Legia Warszawa z kolei pewnie ograła Koronę Kielce, a hat-tricka ustrzelił Danijel Ljuboja. Wysoka forma Warszawiaków cieszy zwłaszcza w perspektywie pucharowego starcia z Rosenborgiem Trondheim i pozwala kibicom polskiej piłki mieć nadzieję, że nasz kraj będzie reprezentowany w fazie grupowej LE przynajmniej przez jeden zespół (Śląskowi bowiem, większych szans na wyeliminowanie Hannoveru, nie sposób dawać…)

Baba z wozu…

Jest jeszcze jedno wydarzenie, na które warto zwrócić uwagę. Chodzi mianowicie o wygraną Polonii Warszawa w wyjazdowym spotkaniu z Lechią Gdańsk. Wygląda na to, że odejście z klubu Józefa Wojciechowskiego, zdjęło z barków piłkarzy przytłaczający ciężar. Przestali bać się porażki i tego, że nawet po jednym nieudanym występie, mogą wylądować w „Klubie Kokosa”. Brak wizji wiszącego nad nimi bata, zadziałał nad wyraz mobilizująco, gdyż Polonia nie tylko wygrała na dosyć ciężkim terenie, ale co więcej, uczyniła to w naprawdę niezłym stylu.

Odejście byłego właściciela to chyba najlepsza rzecz, jaka mogła się Polonii przytrafić.

Co dalej?

Ekstraklasa ruszyła z prawdziwym impetem. Oby tylko kolejne kolejki przyniosły nam porównywalne emocje, a piłkarze pamiętali o słynnych słowach Leszka Millera, że „prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy”.
Tego życzę sobie i wszystkim fanom polskiej piłki.