Zza urzędniczego biurka

Obrazek użytkownika besek
9.12.2013

Świat zza biurka urzędnika może być piękny. Szkoda tylko, że tak często jest oderwany od rzeczywistości. Zauważyliście jak szybko w każdym miejscu gdzie ułożone zostają nowe chodniki, w okolicy pojawiają się wydeptane ścieżki?

fot. NiDerLander

Dzieje się tak za każdym razem gdy fantazja urzędnika lub projektanta zajmującego wygodne siedzisko za biurkiem, nie zostaje skonfrontowana z rzeczywistością. Pięknie ułożone chodniki, a między nimi trawa i tereny zielone. Wszystko jednak szlag trafia gdy okazuje się, że ludzie nie chcą nimi chodzić i sami wytyczają bardziej sensowne ścieżki. Bo, co zaskakujące, większość osób potrzebuje jak najkrótszej drogi, którą może dostać się na przykład na przystanek.

 

Zintegrowane(?) Centrum Komunikacyjne w Poznaniu

Jednym z przykładów jak NIE projektować układów komunikacyjnych jest otoczenie nowego dworca w Poznaniu. Formalnie nazywa się to cudo Zintegrowanym Centrum Komunikacyjnym, jednak jaką definicją integracji posługiwali się autorzy – ciężko powiedzieć. Idea była słuszna – dworce PKP i PKS w wygodny sposób połączone z komunikacją miejską, by wygoda podróży była jak największa. Wyszło jednak jak zawsze. Droga z dworca kolejowego na przystanek tramwajowy ma ponad 400 metrów, choć w linii prostej byłaby zdecydowanie krótsza. Wszystko dlatego, że ścieżka wije się i kręci utrudniając dojście do przystanku. Gdyby tego było jednak mało – trasę sprytnie ukryto przed oczami ciekawskich. Podróżny wychodząc z dworca widzi przystanek tramwajowy, ale nie widzi jak do niego dotrzeć. Nasz pieszy pasażer musi wpaść na to by przespacerować się kawałek Mostem Dworcowym, po czym udać się w kierunku przeciwnym do zamierzonego, by dotrzeć do przejścia podziemnego. Droga na przystanek mogłaby być o połowę krótsza, ale Komisja Bezpieczeństwa Ruchu uznała, że przejście dla pieszych, nawet ze światłami, to rozwiązanie zbyt niebezpieczne. Efekt jest taki, że w miejscu gdzie przejścia nie ma, ludzie próbują sobie jakoś radzić i i tak przechodzą przez jezdnię, generując przy tym niebezpieczne sytuacje. Zarząd Dróg Miejskich nie widzi oczywiście swojej winy, ale "ubolewa" nad tym, że piesi nie przestrzegają prawa (wypowiedź Doroty Wesołowskiej z ZDM dla Gazety Wyborczej). Faktycznie, piesi szukając dojścia na przystanek łamią prawo, jednak to urzędnicza "pomysłowość" stworzyła sytuację, w której przestrzeganie prawa jest utrudniane. Przez kilka minut obecności w okolicy ZCK trafiliśmy na kilka przykładów skracania sobie drogi, a także intensywnie prowadzonych poszukiwań. Oto wybrane z nich:

Cyrk trwa już od dłuższego czasu, ale urzędnicy problemu dostrzec jakoś nie mogą. Żeby było ciekawiej, w jedej z wypowiedzi rzecznik inwestora, firmy Trigranit, Przemysław Terlecki stwierdził że nowego dworca trzeba się nauczyć. Bardzo ciekawe założenie, zwłaszcza, że na dworcu, z założenia, pojawia się sporo gości spoza miasta. O sprawę przejścia walczą stowarzyszenia, m.in. Inwestycje Dla Poznania i mieszkańcy. Jednym z przejawów jest facebookowy profil "Chcemy skrócenia drogi na dworzec Poznań Główny". Pozostaje więc życzyć powodzenia w walce z oderwanymi od rzeczywistości decyzjami urzędników.

 

Przejścia dla pieszych

Innym przykładem jest wzbudzana przyciskami sygnalizacja świetlna dla pieszych, która ze sporym zaangażowaniem tworzona jest na coraz większej liczbie przejść. Takie rozwiązanie jest uzasadnione w przypadku miejsc, w których jedyną przyczyną wstrzymywania ruchu samochodowego jest przejście dla pieszych. Jednak w przypadku skrzyżowań gdzie cykl sygnalizacji i tak wymusza czerwone światło dla samochodów, zielone dla pieszych powinno zapalać się automatycznie. Jest to rozwiązanie tańsze i nie dodające zbędnych utrudnień dla poruszających się po mieście. Inną sprawą są programy sygnalizacji dobrane w taki sposób, że pieszy nie jest w stanie wygodnie pokonać skrzyżowania, a musi dzielić je "na raty", bo cykl jest zbyt krótki i pozwala jedynie na dojście od wysepki do wysepki.

I drogi rowerowe

Podobne absurdy można zaobserwować przy większości dróg rowerowych w wielu miastach Polski. Sposób w jaki zostają wyznaczone, niejednokrotnie woła o pomstę do nieba. Drogi rowerowe często są słabo oznaczone, niebezpiecznie krzyżują się z ciągami pieszymi albo urywają się niespodziewanie nie dając możliwości legalnej kontynuacji jazdy. Przykładem są niedawno zbudowane drogi rowerowe w okolicy Ronda Ofiar Katynia w Krakowie. Jedna z nich prowadzi od strony ronda w kierunku ulicy Balickiej. Szeroka, wyraźnie oznakowana, ale kończy się nagle i zmienia w zwykły chodnik – zgodnie z przepisami w tym miejscu należałoby zjechać rowerem na jezdnię, jest to jednak niemożliwe ze względu na nasyp i odgradzające chodnik bariery. Pozostaje teleportacja albo dalsze, nielegalne, poruszanie się rowerem po chodniku.Droga rowerowa, przystanek, Kraków

Sporą fantazją wykazał się niedawno burmistrz Nowego Warpna, Władysław Kiraga, który względami bezpieczeństwa usprawiedliwiał metalowe bariery ustawione w poprzek nowo wybudowanego szlaku rowerowego. Bariery te ustawiono w lesie, w miejscach gdzie szlak rowerowy krzyżował się z leśnymi drogami technicznymi. Jako, że drogi te są niedostępne dla normalnego ruchu, bariery same w sobie stanowiły niebezpieczeństwo nieporównywalnie większe. Na szczęście ten bubel został już usunięty.

Przemyślenia te dedykuję osobom odpowiedzialnym za projektowanie układów komunikacyjnych – czasem warto wyjrzeć zza biurka i przejść się po mieście by zobaczyć jak w praktyce sprawdzają się rozwiązania, które w teorii wydawały się idealne.